11 lip 2018

Nowa Zelandia - marzenia nie mają ceny, nie licząc ceny serka wiejskiego.

Nowa Zelandia - marzenia nie mają ceny, nie licząc ceny serka wiejskiego.
Otwierałam właśnie kolejne opakowanie serka wiejskiego zastanawiając się ile takich serków jestem w stanie zjeść, aby móc przebywać tam, gdzie zawsze pragnęłam. To już któryś z kolei dzień, kiedy za śniadanie i kolację robiła mi nieprzyjazna laktoza w plastikowym pojemniczku. W jednej lub w 2 sztukach, zależy jak bardzo nakarmiłam się widokiem dnia. Ostatni czas skutecznie udowodnił mi, że umiem żywić się energią z kosmosu, a przynajmniej tą z najbliższego otoczenia. Jak się nie śmierdzi groszem to warto być gdzieś, gdzie nadmiar wrażeń stłumi głód i pozwoli zapomnieć, że człowiek potrzebuje do życia czegoś więcej, niż chwytających za serce okoliczności przyrody. Nowa Zelandia jest w cholerę droga, ale też zabójczo piękna. Zabójcza dla głodu.

Leciałam tam tłumacząc sama przed sobą swoje nieprzygotowanie monologiem rodem z P. Coelho. Czymś w rodzaju, że wszechświat sprzyja wojownikom, a ja przecież nic tylko walczę. Najpierw aby mnie nie zatrzymali na lotnisku za nielegalne szmuglowanie ryżu, a potem, aby to co mam na sobie okazało się jednak  ulewo- i wiatroodporne. Należę do tych głęboko wierzących, że zawsze wszystko jakoś się potoczy. Mam na to silne argumenty - jakoś w końcu musi. 

Byłam przygotowana na wiele, choć w rzeczywistości tylko na pierwsze 2 noce w Christchurch. 
Hostel z kryminalną przeszłością wydał mi się idealny na początek. Jakby nie było po wyjściu z więzienia może być już tylko łatwiej. Kładąc się na więziennej pryczy w 10 osobowej celi za którą na dodatek zapłaciłam zaczęłam rozmyślać o tym, gdzie rodzice popełnili błąd. Wyszło, że jakoś 9 miesięcy przed moimi narodzinami ;-) A tak na poważnie to w więzieniu było bardzo klimatycznie. Budynek z 1874 r z tajemniczą aurą i historią, która sprawiała, że wyobraźnia przyspieszała tempo budziła zainteresowanie, ale kiedy je opuszczałam zarejestrowałam uczucie ulgi. 

Po 2-3 dniach zaczęłam oddychać swobodą. Minął okres adaptacji do nowego. Co nieco ogarniałam, tam gdzie do tej pory obco zrobiło mi się domowo. Dni nabrały stałego rytmu - codziennie meldunki, pakowanie, próba nadążenia za kolejnym dniem. Błyskawiczna rutyna, która w moim przypadku miała ścisły związek z prognozą pogody, a ta w Nowej Zelandii to jak szacowanie numerów w totka. Podobne prawdopodobieństwo, że wybierzesz dobrze. Prędzej trafisz obstawiając codziennie deszcz, niż 2 razy w tygodniu słońce, nawet jeśli zapowiadają je codziennie. Nieważne co prognozują zawsze spodziewaj się najgorszego.  Przynajmniej jesienią, bo ta przypomina polską złotą, na zmianę z piździernikiem. Zaskoczony będziesz tylko wtedy, kiedy nie posłuchasz. Jak ja zaraz po przyjeździe maszerując w ścianie deszczu ponad godzinę do hostelu. Mina zrzedła.

Pierwsza połowa tutejszych turystów to Azjaci. Jest ich tyle, że po pobycie tutaj Chiny mam już zrobione. Druga połowa to Niemcy. Młodzi, dzieciaki po szkołach, które wyszarpują rok przerwy od "dorosłego" życia. Idealna ucieczka od codzienności. Żądni przygód, siedzą na rocznych wizach, miksując pracę ze zwiedzaniem i mając świat na wyciągnięcie ręki. Moje możliwości w ich wieku, ich dzisiaj - przepaść. Aż chciałoby się urodzić od nowa. Jest jeszcze trzecia kategoria turystów, czyli ja, mająca łzy w oczach za każdym razem, kiedy sięgałam po portfel. Co ja tu robię?


W Nowej Zelandii świadomość odległości i końca świata dociera jakoś bardziej. Może dlatego, że przejechać Nową Zelandię w poprzek z jednego końca na drugi to zaledwie kilka godzin jazdy i już wiesz, czego spodziewać się od lewej do prawej. W Australii to jakieś 2 doby i końca nie widać.

Nowa Zelandia - marzenia nie mają ceny, nie licząc ceny serka wiejskiego.Nowa Zelandia - marzenia nie mają ceny, nie licząc ceny serka wiejskiego.
Nowa Zelandia - marzenia nie mają ceny, nie licząc ceny serka wiejskiego.
Nowa Zelandia - marzenia nie mają ceny, nie licząc ceny serka wiejskiego.

Nowa Zelandia - marzenia nie mają ceny, nie licząc ceny serka wiejskiego.Nowa Zelandia - marzenia nie mają ceny, nie licząc ceny serka wiejskiego.
Nowa Zelandia - marzenia nie mają ceny, nie licząc ceny serka wiejskiego.Nowa Zelandia - marzenia nie mają ceny, nie licząc ceny serka wiejskiego.
Nowa Zelandia - marzenia nie mają ceny, nie licząc ceny serka wiejskiego.

W drodze nad Tekapo odkrywam magię tutejszych autobusów. Kierowca jest zarówno przewodnikiem, bajarzem i dowcipnisiem, który umila Ci drogę nie pozwalając przegapić żadnej historii na temat okolicy, którą właśnie przemierzasz. 

Siadam obok jednej babeczki. Liczę, że odrobię straty snu z minionej nocy, a wygląda to tak, że ona musi pogadać, a ja umiem słuchać i to jest coś co lubi współwystępować. W rezultacie poznaję jej historię, historię jej rodziny, a nad Tekapo zaprasza mnie na lunch. Spotkania w świecie są niesamowite. Zwłaszcza kiedy na drugim jego końcu spotykasz swoich ludzi.

Polaków w Nowej Zelandii trafiłam raptem 2 razy, a pierwsza napotkana osoba okazała się pochodzić z mojego miasta! Niektóre meldunki w hostelach kończyły się stwierdzeniem, że przede mną żadnych Polaków tutaj nie gościli. No nie wierzę, przecież jesteśmy wszędzie.

Jak jesteś samotnym backpackerem to w wyobraźni wygląda to tak, że spotykasz innych backpackerów, łączycie się w stada, zakładacie wioski i miasta i żyjecie długo i szczęśliwie. Może tak było kiedyś, tak bywa i teraz, ale często spotykasz ludzi, którzy siedzą obok siebie pogrążeni w telefonach, jakby to tam zaczynało się i kończyło życie, które w realnym wydaniu siedzi obok nich pod postacią drugiego człowieka, a oni nie mają czasu, bo są zbyt zajęci kreowaniem życia, które nie istnieje. Ale nie tylko tak, są też tacy co rozmawiają.

Albo jeszcze inni, którzy po 1 dniu w raju przyklejeni do telefonu odliczają godziny do wyjazdu, bo dookoła tylko góry i jeziora - w skrócie rozczarowanie. Rozczarowanie za które oddałabym pół Australii.


Nad Tekapo można się nudzić na wiele sposobów. Na szczycie jednej z gór stoi jedno z najpiękniejszych obserwatoriów astronomicznych na świecie. Jakby się tam zamknąć to tak jakby mieć wszechświat na własność. Byłam tam w dzień i mogę sobie wyobrażać co potrafi zaoferować noc. Poza tym górskie szlaki, szmaragdowe jeziora, słynny kościółek obfotografowany do gołej cegły, turystyczna mekka.

W okolicy funkcjonuje zaledwie jeden sklep spożywczy i jak tam zabrakło serków, mimo, że przebitka cenowa spora to poczułam, jakby ktoś mi podarował eutanazję. WIFI ciągnęłam z restauracji do której chodziłam tylko po zasięg i do toalety.

Poza tym jestem przekonana, że od koloru jeziora straciłam wzrok w kilku procentach.
Nowa Zelandia - marzenia nie mają ceny, nie licząc ceny serka wiejskiego.
Nowa Zelandia - marzenia nie mają ceny, nie licząc ceny serka wiejskiego.
Nowa Zelandia - marzenia nie mają ceny, nie licząc ceny serka wiejskiego.Nowa Zelandia - marzenia nie mają ceny, nie licząc ceny serka wiejskiego.Nowa Zelandia - marzenia nie mają ceny, nie licząc ceny serka wiejskiego.
Nowa Zelandia - marzenia nie mają ceny, nie licząc ceny serka wiejskiego.Nowa Zelandia - marzenia nie mają ceny, nie licząc ceny serka wiejskiego.
Nowa Zelandia - marzenia nie mają ceny, nie licząc ceny serka wiejskiego.
Nowa Zelandia - marzenia nie mają ceny, nie licząc ceny serka wiejskiego.
Nowa Zelandia - marzenia nie mają ceny, nie licząc ceny serka wiejskiego.
Nad Tekapo łapię nocleg na glampingu, czyli w moim przypadku dużym 5 os namiocie, w którym jak masz szczęście to jest ciepło, w przeciwnym razie musisz o siebie zadbać sam i zaopatrzyć się w dostępny na miejscu termofor z gorącą wodą. Wierzcie mi, zawdzięczam mu życie. Po jednej z takich nocy 3 osoby z 5 wyjechały. Zostałam tylko ja i jedna Szwajcarka. Rozmawiałyśmy na rozgrzewkę przed snem. Dużo. I historia zatoczyła koło. Szwajcarka opowiadała, jak ludzie nie rozumieją, kiedy rzuca pracę, aby realizować marzenia. I jak jej znajomy ginie w nieszczęśliwym wypadku i ona już nie chce czekać na jutro. Lata lecą, a marzenia nie na wszystkich mogą poczekać.

Wszyscy wszędzie boją się równie mocno, że jak coś zmienią to na gorsze, albo że już nie będzie powrotów. Jak odejdziesz z pracy to kolejnej już nigdy nie znajdziesz. Boję się tego samego, ale zaraz potem przypominam sobie, że na szczęście świat nie zaczyna i nie kończy się na własnym podwórku i do każdego należy tak samo, więc jak tu Cię nie zechcą to wcale nie powiedziane, że tam też.

Nad Tekapo poznaję Francuza, który zaczepia naszą babską ekipę, kiedy wracamy z gór. Ostatni raz widział swój dom 2 lata temu i wcale się tam w najbliższym czasie nie wybiera. Jeździ po świecie, pracuje gdzie zdoła, śpi w aucie i smakuje życia. Jest rozgadany, energiczny i zna wszystkie polskie przekleństwa. Pokrewna dusza ;-)

Problem z podróżami zaczyna się tam, gdzie powroty. Jak doświadczysz już tego piękniejszego kawałka świata to zjadłabyś całą hurtownię serków byle tylko wyszarpać trochę więcej czasu na miejscu jak to. Kiedy wracałam z Nowej Zelandii to nie płakałam tylko dlatego, że jechałam do Australii, a tam jeszcze czekali na mnie bliscy ludzie. Ale samoloty z Nowej Zelandii do Polski to jak odroczone samobójstwo. Przynajmniej dla mnie.
Nowa Zelandia - marzenia nie mają ceny, nie licząc ceny serka wiejskiego.
Nowa Zelandia - marzenia nie mają ceny, nie licząc ceny serka wiejskiego.
Nowa Zelandia - marzenia nie mają ceny, nie licząc ceny serka wiejskiego.
Nowa Zelandia - marzenia nie mają ceny, nie licząc ceny serka wiejskiego.
Nowa Zelandia - marzenia nie mają ceny, nie licząc ceny serka wiejskiego.
Nowa Zelandia - marzenia nie mają ceny, nie licząc ceny serka wiejskiego.Jeśli jako istota ludzka zdarza Ci się cierpieć na to, że musisz się wykazać, bo przecież jesteś kimś kto powinien osiągnąć coś to ja polecam stanąć gdzieś gdzie zobaczysz, że bycie częścią tego świata jest tak niesamowitą wartością, że samo pojawienie się na nim i zobaczenie tego co ma do zaoferowania to już nie lada wyczyn. I może nawet wiem, gdzie możesz spróbować to zrobić.

Noclegi:
Hostel w więzieniu

Jailhouse Accommodation

338 Lincoln Rd, Addington, 8024 Christchurch, Nowa Zelandia


Glamping nad Tekapo 
Lake Tekapo Motels & Holiday Park
2 Lakeside Drive, 7990 Lake Tekapo, Nowa Zelandia

11 komentarzy:

  1. Podziwiam Twoją niesamowitą odwagę, by zwiedzać tak dalekie zakątki świata :)
    Po Twojej opowieści o zimnej nocy w namiocie przypomniałam sobie noclegi w znacznie mniejszych ich wersjach na materacach na Hali Chochołowskiej w lipcu, gdy byłam na studiach. Pewnej nocy nie mogliśmy spać z powodu zimna. Rano okazało się, że zamarzła woda w menażkach na zewnątrz...

    OdpowiedzUsuń
  2. Piździernik powiadasz? Ostatnio byłam przez chwilkę w Warszawie, w której panował lipcopad ;))
    To niezwykłe, że Twoje podróże przebiegają podobnymi drogami, co Biny. Na pewno przydadzą się jej Twoje praktyczne wskazówki ;)) pozdrawiam gorąco :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Piździernik powiadasz? Ostatnio byłam przez chwilkę w Warszawie, w której panował lipcopad ;))
    To niezwykłe, że Twoje podróże przebiegają podobnymi drogami, co Biny. Na pewno przydadzą się jej Twoje praktyczne wskazówki ;)) pozdrawiam gorąco :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Moja droga! Toz to nsprawde koniec świata !😀😆😀

    OdpowiedzUsuń
  5. Nowa Zelandia już zawsze będzie mi się kojarzyła z Tobą... i z serkiem wiejskim :P

    OdpowiedzUsuń
  6. nam w Tekapo spadł w nocy śnieg. więc mialam to wszystko o czym piszesz, tylko na kilka godzin pokryte śniegiem. niebieska woda rezonowala jeszcze mocniej, o ile to mozliwe.

    a nie, przepraszam - z powodu śniegu zamknęli drogę do obserwatorium, więc nie wiem, co widać z góry, ani w dzień, ani - tym bardziej - w nocy.

    OdpowiedzUsuń
  7. Krajobrazy które kocham, a noclegi w więzieniu...no cóż, niesamowite ludziska mają pomysły :)

    OdpowiedzUsuń
  8. Przepiękne widoki! Marzy mi się, żeby polecieć kiedyś do Nowej Zelandii... A mina kota na zdjęciu - bezbłędna :D

    OdpowiedzUsuń
  9. Hardcor
    😂😁
    Pełen podziw i uznanie dla Twojej odwagi
    Piękne zdjęcia i wspomnienia tym bardziej

    OdpowiedzUsuń
  10. No nie... Nie dość, że zachłysnęłaś się tak pięknymi widokami ( i serkiem), to jeszcze upolowałaś tygrysa!!!! No nie godzi się to zupełnie... A poważnie mówiąc, to pozytywnie zazdroszczę Nowej Zelandii, bo co tam zobaczyłaś, to Twoje. A nocleg w więziennej celi całkiem fajny, a że się zapytam - czy przy meldunku zrobili Ci fotkę z numerkiem na wprost i z profilu?? :) :) :) Ściskam nie za mocno, bo po serkach pewnie schudłaś ;0)

    OdpowiedzUsuń
  11. Zazdroszczę tej Nowej Zelandii, zwłaszcza, że stamtąd już tylko skok na Fidżi i pozostałe wyspy Oceanii. Ale przede wszystkim Fidżi. Także może kiedyś.

    OdpowiedzUsuń

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...