31 gru 2018

Do widzenia 2018 roku - niech Cię cholera.

Do widzenia roku 2018  - niech Cię cholera.
Dzień dobry. Żartowałam. I mam złą wiadomość - w tym roku już lepiej nie będzie. Szczerze nienawidzę końcówki roku, więc głosowałam, aby po Świętach Bożego Narodzenia od razu wypadał 1 maja, ale nikt nie słuchał. Życie to śmiercionośny żart, na tyle wysublimowany, że nie zawsze go rozumiem. Do widzenia roku 2018 i niech Cię cholera. Kanapek na drogę nie dostaniesz.

Co roku na zgrupowaniu mieszkańców planety część uczestników otrzymuje w przydziale 12 miesięcy do rozdysponowania. Za nic, za żywota. Kryteria nie są znane, a podział sprawiedliwy, to prędzej loteria, niż misterny plan. Jedni rozpoczną rok, ale nie doczekają końca, inni nawet nie zaczną, reszta szczęściarzy roztrwoni cały pakiet, ale nikt nie ma pojęcia co wyciągnie z puli. Życie nie ma regulaminu, a świat to równocześnie plac zabaw i pokój tortur, więc bez nadziei na jutro mamy tylko dzisiaj. W styczniu można stąpać w chmurach, a w grudniu grzać ławkę w czeluściach piekieł. Bez ostrzeżenia.

Gdyby nie ten rok, nie uwierzyłabym, jak bardzo potrafię zbłądzić, kiedy wpadnę na pomysł, aby lekceważyć kompas własnej intuicji i ile gówna jestem w stanie przerzucić, aby znowu zobaczyć światło...w sobie. Ale zacznijmy od początku, bo to wpis dla nas wszystkich. Dla mnie ku przestrodze, abym nigdy nie zapomniała, kogo nosi ta ziemia i że nie każdy jest w środku pluszowy, dla tych dla których ten rok był równie dziadowski, co przełomowy ku pokrzepieniu serc - nie jesteście sami, dla wszystkich pozostałych, którzy jeszcze nie przeszli wtajemniczenia i siedzą po kolorowej stronie tęczy - zostańcie tam, bo na jej drugim końcu zupełnie nic nie ma.
Do widzenia roku 2018  - niech Cię cholera.
Do widzenia 2018 roku  - niech Cię cholera.
Do widzenia 2018 roku  - niech Cię cholera.Do widzenia 2018 roku  - niech Cię cholera.
Do widzenia 2018 roku  - niech Cię cholera.
Do widzenia 2018 roku  - niech Cię cholera.
Do widzenia 2018 roku  - niech Cię cholera.
Do widzenia 2018 roku  - niech Cię cholera.Do widzenia 2018 roku  - niech Cię cholera.
Do widzenia 2018 roku  - niech Cię cholera.

A zaczęło się, jak zwykle 1 stycznia tyle, że tym razem 7h szybciej, niż zwykle, ponad 13 000 km od domu, w bagażniku Hondy Jazz zaparkowanej z widokiem na lazur oceanu. Witaliście kiedyś Nowy Rok z bagażnika? A ja tak. Jak się bawić to się bawić😉To było w Australii i trwało kolejne pół roku. Nie licząc 2 tygodni marca na wypad do Nowej Zelandii prawie do końca czerwca byłam zakładniczką australijskiego słońca i wiatru, głownie po jej zachodniej stronie, gdzie próbowałam składać świat, który wymykał mi się z rąk.

Najtrudniej uwierzyć, kiedy brzydkie rzeczy dzieją się w pięknych miejscach i kiedy robią je ludzie, którzy mieli stać w naszym narożniku. Tymczasem mrok ma się równie dobrze między kangurami, a misiami Koala, co w każdym innym miejscu na ziemi. Po co spotykamy na swojej drodze tych, którzy dewastują nas emocjonalnie i gmatwają wszystko co do tej pory było proste? Jeżeli ktoś potrafi dać Ci wszystko to może również wszystko zabrać. Ktoś zjawia się po coś, ktoś inny po nic, sztuka to odróżnić jednego od drugiego. Zamiast bać się samotności, powinniśmy lękać się tych, z którymi krzyżują się nasze ścieżki. Zło czai się wszędzie i nieważne pod jak bardzo błękitnym niebem, ani w jak szerokim uśmiechu. 

Sama Australia to fascynująca historia. Nigdy nie wiesz czy wchodząc do oceanu nie przybijesz piątki z rekinem, słońce nie wyhoduje Ci raka, a w Twoich butach nie zamieszka coś, co unicestwia samym spojrzeniem. Mimo to i tak bywa bezpieczniej, niż w "domu". Więcej poczytasz tutaj. I uprzedzając pytania. Tak, surferzy rzeczywiście TAK wyglądają!

W marcu stałam się orędowniczką marzeń i pojechałam do Nowej Zelandii, spełnić to jedno ze szczytu listy. W pojedynkę, sama ze sobą, chociaż emocjonalnie wciąż daleko od siebie. Z każdą z pozostałych 1,036,800 sekund odzyskiwałam równowagę, aby pod koniec wyjazdu wiedzieć już raz na zawsze, że są granice, po przekroczeniu których nie ma powrotu. To było tak dobre, że na chwilę zapomniałam, jak potrafi być chujowo. O tak, ten rok sponsoruje ciemna strona mocy, bo życie to jednak rzadziej, niż częściej odbicie instagrama.

Do widzenia 2018 roku  - niech Cię cholera.
Do widzenia 2018 roku  - niech Cię cholera.
Do widzenia 2018 roku  - niech Cię cholera.
Do widzenia 2018 roku  - niech Cię cholera.
Do widzenia 2018 roku  - niech Cię cholera.
Do widzenia 2018 roku  - niech Cię cholera.
Do widzenia 2018 roku  - niech Cię cholera.

Podróże w pojedynkę są absolutnie wyjątkowe. Nie znam lepszego sposobu na bliskość. Bliżej do ludzi, wszechświata, do siebie. To pierwotna potrzeba, tyle, że czasami zrywa nam połączenie. A Nowa Zelandia? Nieczęsto zdarza mi się wiedzieć po co istnieję, tam nawet nie musiałam pytać. Potężna energia - z gór, oceanów, z Kraju Długiej Białej Chmury, z ziemi, która roznieciła we mnie stłumione tęsknoty. Te tęsknoty to życie, wolność i wiara, przynajmniej w to, że wszystko będzie dobrze. To z takich wspomnień chcę zaplatać warkocze pod koniec roku, pod koniec mnie.

Powrót w czerwcu do Europy przekroczyłby dopuszczalne limity czasowe, gdybym tylko takie miała. Nie narzekałam. Okazało się, że China Airlines zasługuje jednak na więcej, niż pół gwiazdki i wcale nie trzeba bić brawo już po starcie, a port lotniczy na Tajwanie rekompensuje długie oczekiwanie na przesiadkę sponsorując wycieczki po Tajpej. Dwie każdego dnia, w godzinach porannych i popołudniowych, obie mają różny program, trwają około 4h i obalają teorię, że nic w życiu nie ma za darmo. Ha. 

Dzięki temu udało mi się wciągnąć tajwańskie pierożki DIM SUM w jednej z najsłynniejszych restauracji w branży pierogów pod niegdyś najwyższym budynkiem świata Taipei 101. Chciałabym powiedzieć, że jego czubek romantycznie niknął w chmurach, ale on się dusił w smogu, więc ludzie - obudźcie się. Na Tajwanie nie ma czym oddychać, ale w toaletach na lotnisku jest tak sterylnie, że można przeprowadzać operacje. Pierwszy raz czułam się winna, kiedy szłam sikać.

W czerwcu odbyłam 6 lotów i zapomniałam, że kiedykolwiek czułam lęk przed lataniem. Zmęczenie leczy wszystko. Pierwszą noc w Europie w tym roku spędziłam we Frankfurcie w przydworcowej dzielnicy nocnych uciech, ale to był tylko przystanek w drodze do Portugalii. Tydzień w Porto zdeklasował Lizbony i tym podobne. Nie wiem jak można nie kochać tego miasta. Nie można. To był istny gastro tour. Nie wierzysz? Zajrzyj tutaj.
Do widzenia 2018 roku  - niech Cię cholera.
Do widzenia 2018 roku  - niech Cię cholera.
Do widzenia 2018 roku  - niech Cię cholera.
Do widzenia 2018 roku  - niech Cię cholera.Do widzenia 2018 roku  - niech Cię cholera.
W lipcu nareszcie zjawiłam się w Polsce. Wiedziałam co robię, bo lato tego roku było tak obłędne, że nie mieściło się w żadnych dotychczasowych schematach, a ja miałam w planach umierać z rozpaczy leżąc w polnych kwiatach, a gdzieś pomiędzy poświęcić się nauce... jazdy. We wrześniu już tak bardzo świerzbił mnie plecak, że nie dało rady i uciekłam do Danii. Wyjazd miał misję ratunkowo - zarobkową, więc poza pracą wędrowałam wśród jutlandzkich pól i słałam światu zażalenia. Wróciłam z nieco posklejaną duszą i nowymi znajomościami, które dopadały mnie nawet w czasie nocnych przesiadek na berlińskim dworcu. Czy znacie lepsze miejsce na nawiązywanie relacji międzyludzkich?😁

Nieco ponad miesiąc później byłam pierwszy raz w życiu w drodze do Londynu, a następnie do Walii, gdzie wysupłałam okazję pracy na jarmarku świątecznym. Tak bardzo próbowałam udowodnić światu, że jest zły i się nie lubimy, że najwidoczniej postanowił wyprowadzić mnie z błędu. Każdy napotkany człowiek i każde wydarzenie wymykało się powszechnym prawdom o zbiegach okoliczności. Pomagali mi wszyscy, nie wiedząc nawet, że właśnie toczą ze mną walkę o życie. To w tej deszczowej i spisanej na straty Walii wróciłam na prostą, zwolniłam blokadę uśmiechu, aby po powrocie do Polski zdać egzamin na prawo jazdy i po 2 latach przerwy spędzić Święta z rodziną. 

Do widzenia 2018 roku  - niech Cię cholera.
Do widzenia 2018 roku  - niech Cię cholera.
Do widzenia 2018 roku  - niech Cię cholera.
Do końca roku zamroziłam na koncie wszystkie zmartwienia, odroczyłam oczekiwania, posłałam w diabły wszelkie zwątpienia. I  to było całkiem niezłe tyle, że ten koniec wypada dzisiaj. 

Nasze decyzje determinują naszą przyszłość, przed nami kolejne błędy i kolejne zwycięstwa. Niech los nas wszystkich ułaskawi. Otaczajcie się ludźmi, którzy Was kochają, których Wy kochacie i nie marnujcie ani sekundy na tych, którzy na to nie zasługują. Szczęścia, siły i odwagi w 2019 Roku! Mam nadzieję, że Skurczybyk ma więcej empatii, niż obecny 😉

Do widzenia 2018 roku  - niech Cię cholera.

15 komentarzy:

  1. Dziewczyno, powinnaś książki pisać....! Podsumowanie roku inne niż wszystkie. Wolę się nie zastanawiać, co się tam stało w tej Australii. Masz rację, wszystko fajnie wygląda na insta i na FB, a rzeczywistość może być zupełnie inna. A już na pewno to, co czuje główny bohater tych wpisów na social media. Piszę też w kontekście tego, co dziś myślę o moim roku 2018.A mimo to zazdroszczę Ci, że nie siedzisz na tyłku ;-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzięki Kasiu. I jeszcze jedno. Ty mi zazdrościsz? ;-) Dobre sobie, kiedy mówi to ktoś kto dopiero co brykał po Himalajach. Najlepszego Moja Droga :-)

      Usuń
  2. Piękny rok, życzenia. Miej przyjemność w Nowym Roku i nie porzucaj plecaka na zbyt długo... uściski

    OdpowiedzUsuń
  3. Trochę się działo u Ciebie w tym roku, ale życzymy Ci z Madzią, aby podsumowanie za rok, dzięki nowym doświadczeniom było pełne optymizmu i żebyś spotykała na swojej drodze samych dobrych ludzi, pozdrawiamy

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję Robercie. Wam również samych dobroci i oby do zobaczenia, gdzieś na skrzyżowaniu dróg :-)

      Usuń
  4. dwa razy mi serce szybciej zabiło, jak czytałam. po raz pierwszy - z nostalgią, dla hondy jazz, ktorej od 10 dni nie ma z nami ;)
    po raz drugi - z niepokojem, nie wiedziałam, że tak przykro się sprawy miały. oby karta się odwrócila na lepsze i na stałe w tym roku. buzi Ewa! :*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzięki Ci Elu. A Wy łapcie pomyślne wiatry w tej Australii :-)

      Usuń
  5. Może i 2018 był dla Ciebie rokiem pełnym zawirowań i zmian, ale jak sama piszesz przyniósł na koniec spokój i zaspokojenie. Życzę Ci samych szczęśliwych dni wśród kochających Cię ludzi :)

    OdpowiedzUsuń
  6. Piękne zdjęcia wieńczące ten jakże zwariowany 2018. Oby ten był jak najspokojniejszy i trzymam kciuki za wszystkie Twoje plany i marzenia. Szczęśliwego Nowego Roku! 😄 Pozdrawiam ciepło! :)

    OdpowiedzUsuń
  7. Ty masz jedno skrzydło złamane i ja też... Ale nadal mamy dwa, więc możemy razem latać. I oby ten Nowy Rok przyniósł nam obu dobre loty, we właściwych kierunkach i z dobrymi ludźmi po drodze. To, co zaczynamy z optymizmem? Buziak! :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Przykro mi słyszeć, że i Ciebie poszarpało, ale użyłaś zdania, które od dawna gości w moim sercu. To musi być znak :-) Dziękuję, za każde dobre słowo, masz ich zawsze pod dostatkiem. Doceniam to bardzo.

      Usuń
  8. Wszystkiego dobrego w tym nowym roku. Niech będzie lepszy, szczęśliwszy :) Powodzenia

    OdpowiedzUsuń
  9. Miałaś naprawdę niesamowity rok :)

    OdpowiedzUsuń

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...